Jako, że psychologiem nie jestem opowiem o tym co sam osobiście nazywam kompleksem Fausta.

Nie chodzi tutaj o uzależnienie od dobrej literatury ani jako takiej gorliwszej ciekawości.

Rzecz o chorobliwym pożądaniu wiedzy.

Wiele się mówi o uzależnieniach – raczej w kontekście używek. Czasem natrafisz na inny temat rzekę – zagadnienie pracoholizmu.

Co jednak z uzależnieniem od…nabywania nowej wiedzy, doświadczeń? Twoja głowa wydaje się pulsować od ilości przyswajanej wiedzy a Ty wciąż czujesz głód. Towarzyszy Ci on całą dobę.

Kiedy cierpisz na kompleks Fausta zdominowuje on wszystkie aspekty życia. Myślisz właściwie tylko o tym co by tu ciekawego przeczytać – przecież taka wiedza przyda się (tak przynajmniej sobie mówisz)

Pragnienie sięgnięcia po książkę lub jakiekolwiek źródło z porcją świeżutkiej wiedzy uniemożliwia Ci funkcjonowanie. Zaczynasz zastanawiać się ile chwil w ciągu doby tracisz: dojazd do pracy, zrobienie obiadu, pochłonięcie go. Dochodzisz do wniosku, że to godziny – godziny (!), które mógłbyś spędzić na przyswajanie nowej wiedzy lub doświadczeń. Zarywasz noce bo doba jest zbyt krótka dla Twojego łaknienia wiedzy, potrzeby rozwoju. Pytanie brzmi…tylko po co?

Wiedza musi być po coś!

Najwyższą wartość stanowi gdy przychodzi się nią dzielić – najlepiej ze wzajemnością– brzmi świetnie?

Rzecz jednak w tym, że nikt nie lubi tych, którzy wiedzą dużo a zwłaszcza tych co wiedzą więcej. Wniosek? Wiedzą nie wypada się dzielić. W większym gronie skazujesz się na faux pas za „wymądrzanie”. Przemądrzalskich nikt nie lubi. Możesz minimalnie wykazać się wiedzą – byle nie za bardzo.

Kiedy jeszcze wiedza stanowi wartość?

Najczęściej sięgamy po konkretną wiedzę z danej dziedziny, kiedy robimy to w jakimś celu.

To co wydaje mi się znamienne w „kompleksie Fausta” to obietnica, którą składasz sobie gdy sięgasz po kolejną dawkę wiedzy – mowa o jakimś konkretnym celu. Chcesz nauczyć się stolarstwa? O wiele łatwiej jest pochłonąć tuzin książek na jego temat niż wziąć dłuta do ręki i zacząć działać.

Takie obietnice najczęściej nie zostają wprowadzone w życie – wymówek zawsze znajdzie się wystarczająco, tak samo jak argumentów by znów zażyć trochę wiedzy!…Prawdziwe uzależnienie.

Wreszcie przychodzi zadać sobie pytanie, które być może zasugeruje odpowiedź bliższą prawdy – Może to czysty hedonizm gdy otwieram książkę? Nabywam wiedzę z czystej ciekawości i sam fakt jej chomikowania w mojej głowie jest dla mnie wystarczającą przyjemnością. Proste? Może za proste.

Pójdę o krok dalej. Co jeśli te wszystkie książki, którymi cierpiący na kompleks Fausta otacza się jest zręczną ucieczką od ludzi? Z ludźmi z książek bywa łatwiej niż z ludźmi z którymi wchodzisz w żywą relację.

Czytując Gadamer’a obcujesz z jego myślą, tym co ma Ci do przekazania. Kąpiesz się w rzece wiedzy i doświadczeń – w zamian nie dając z siebie nic.

Jaki to wygodny układ!

Pozostaję w temacie jednej drogi pozyskiwania wiedzy – książek, czy też czytania. Są jednak inne drogi – jak jednak sądzę, mechanizm jest podobny.

Przez cały czas chodzi o dostarczanie nowych bodźców.

Jak jednak działa takie uzależnienie? Pewnie jak każde inne – i jak każde inne wpływa na tak wiele aspektów życia, że można by napisać o tym….książkę!

Jednak to co najistotniejsze – naukę o tym jaki skutek może mieć za wiele nauki można wyciągnąć z kanonicznej lektury Goethe’go.

Nadmiar wiedzy unieszczęśliwia. Im więcej wiesz, tym zyskujesz na świadomości jak ułomny i ograniczony jesteś i jak mało wiesz…

Może być i na odwrót – gdy pojawia się inne zagrożenie – co gdy Twoje próby spożytkowania wiedzy legną w gruzach pod jej ciężarem? Gdy o czymś naprawdę marzysz i starasz się zabrać do czegoś możliwie rzeczowo. W końcu dysponujesz odpowiednim zasobem wiedzy teoretycznej by wcielić plan w życie. Wszystkie źródła w danym temacie zostały zgłębione.

Jednak nie odważysz się spróbować –  nadmiar Twojej wiedzy uniemożliwia Ci to, paraliżuje Cię lęk przed porażką bo za dobrze wiesz jak wieloaspektowego problemu się podejmujesz i wiesz jak powinien wyglądać cel zrealizowany na poziomie zawodowym. Tymczasem inni, którzy nie mają zielonego pojęcia o temacie z pełną śmiałością próbują, stopniowo pozyskując wiedzę (albo nie) – aż w końcu odnoszą sukces!

Kto popada w takie uzależnienie od poszukiwania wiedzy? Możliwe, że tak jak w innych zdusić inne problemy z którymi każdy się zmaga.

Przygnębiające? Nic z tych rzeczy. Wystarczy zachować umiar nim obudzisz się pewnego dnia i stwierdzisz, że minęło kilka dekad, które spędziłeś/aś na zdobywaniu wiedzy, której nie spożytkujesz dysponując nawet kilkoma życiami.

Miarkuj wiedzę, wybieraj ją mądrze. To poniekąd ona odpowiada za tożsamość, bez niej nie byłoby progressu – tyle, że..co za dużo to nie zdrowo! Wiedza nie znaczy mądrość – może do niej prowadzić ale jej synonimem z pewnością nie jest.