Wyobrażenia człowieka na temat punktu wyjścia dla powstania wszechrzeczy zawsze sprowadzały się do tych samych archetypów.

Chaos przybiera w nich najrozmaitsze imiona. Jednak co łatwe do pominięcia – jego wpływ i obecność przejawia się na różnych etapach kosmologii, nieznacznie się zmieniając.

W dzisiejszym wpisie pozwolę sobie na pewną swobodę – nie chcę Cię zniechęcać a zaciekawić, wciągnąć w ciekawą refleksję i zabawę jego zagadnieniem. Jeśli nie jest Ci obca Teogonia Hezjoda – Chaos wyłonił się z Chronosa i tak wszystko się zaczęło. Cofnąć się wstecz – do najstarszych obrazów kosmogenicznych pochodzenia egipskiego (kosmologia heliopolitańska) lub mezopotamskiego (zarówno sumeryjskiego jak i akkadyjskiego), robi się o wiele ciekawiej ale nie tak różnie. Chaos przyjmował formę praoceanu (boga/bogini sprawującej nad nim pieczę – przykładem Tiamat) z którego wyłaniali się pierwsi bogowie czy składowe świata.Co jednak o tym co dawne mitologie nazywają chaosem powiada nauka?

Chaosem nazywalibyśmy stan przed wielkim wybuchem. Co z narodzinami życia? Według jednej z teorii (przy okazji najpopularniejszej) zrodziło się ono w oceanie, kipieli pełnej związków organicznych w świecie właściwie pozbawionym tlenu. Ziemia była wtedy we władaniu najpotężniejszych żywiołów, takich których nasza wyobraźnia odmawia wizualizacji – moja przytacza mi obraz niezłego piekiełka.

Gdyby się w niego zagłębić… Można by go miarkować jako najpotężniejszą moc i materię twórczą – w końcu to z niego wyłonili się bogowie i świat (światy).

To jednak czego nie sposób pominąć – fakt, iż właściwie każda kultura rozpatruje go również jako mieszaninę żywiołów – mieszaninę sił tak samo twórczych jak i destrukcyjnych.

Jak to jest z tym chaosem w życiu codziennym? Ostatnimi czasy miałem prawdziwą przyjemność uczestniczyć w wykładach z dziedziny psychologii – podczas jednego z nich dowiedziałem się kilku interesujących rzeczy na temat warunków najbardziej sprzyjających kreatywnemu myśleniu.

Otóż według badań przeprowadzonych przez zespół z University of Illinois (pod kierunkiem Ravi Mehta), człowiek najkreatywniej myśli w miejscu na pierwszy rzut oka nie zupełnie sprzyjającemu myśleniu w ogóle.

Jak wynika z rezultatów pracy naukowców – człowiek czy też zespół ludzi staje się kreatywniejszy w dosyć niespokojnym miejscu (przytoczony na zajęciach przykład – zatłoczona kawiarnia) – nie zaś zacisznym, spokojny kącie własnego domu.

Musi się coś dziać – w minimalnym stopniu nasz mózg musi zachować czujność, podzielność uwagi za sprawą dosyć przypadkowych bodźców.

Innymi słowy pierwiastek chaosu jest niezbędny dla twórczego myślenia i zwyczajnie…życia.

Pewien element chaosu był odpowiedzialny za powstanie życia. Bywa jednak konieczny do jego rozkwitu – zachowania jego ciągłości. Sięgnę po dosyć dramatyczny przykład.

Szyszki Mamutowca Olbrzymiego (Sequoiadendron giganteum, (sekwoi dożywającej sędziwego wieku 3-3,5 tysiąca lat) otwierają się wyłącznie podczas pożarów, gdy temperatury osiągają totalnie rekordowe wartości. Taki rodzaj organizmu, który uzależnia swoje trwanie od ognia nazywamy pirofitem. Innym jego przykładem jest eukaliptus o czym najpewniej wiesz – za sprawą olbrzymich pożarów w Australii, które według szacunków pochłonęły ok. 5% lasów kraju.

To właśnie pożar – ogień, jedna z najpotężniejszych sił przyrody, która do wystąpienia potrzebuje pewnych warunków i którego rozwój jesteśmy w stanie do pewnego stopnia przewidzieć….potrafi zaskakiwać – bez wątpienia jest to pierwiastek chaosu niezbędny do przetrwania.

Pierwiastek chaosu bywa pomocny nie tylko podczas tworzenia – włączony w dzieło sprawia, że zatrzymujemy się przy nim na dłużej!

Nasz umysł rozpaczliwie szuka reguł – wyższego porządku kierującego bodźcami docierającymi do naszego mózgu. Tak skonstruowana jest przyroda, tak skonstruowany jest też człowiek – nasz umysł lubi odnajdywać reguł i zalezności…szukając i sprawdzając najlepsze rozwiązania, weryfikując je bez litości. Jednak nie do końca pasujemy do natury, która nas zrodziła. Świadczy o tym nasza zdolność do myślenia abstrakcyjnego i świadomość. Człowiek lubi porządek ale podnieca go to czego nie rozumie, to co wymyka się znanym mu regułom.

Przyjmując, że chaos jest pewną przypadkowością – a przynajmniej odstępstwem od założonych reguł spróbujmy wyobrazić sobie ile wspaniałości by nas ominęło gdyby nie nawet jego śladowa obecność?

By dalej nie szukać – przykład muzyki jazzowej. Czy jego założenia u podstaw nie odrzucają tego co dawniej niepodważalnie niepodważalne? Gdyby się przyjrzeć harmonii jazzowej, może przypominać sztukę naginania harmonii klasycznej celem wyodrębnienia nowej jakości. To właśnie ten pierwiastek chaosu sprawia, że jazz jest tak emocjonującą mieszaniną kolorytów dźwięku – usystematyzowanym, bardzo emocjonującą improwizacją przyprawioną najsmaczniejszym miligramem chaosu.

Teraz przyjrzyj się kolekcji swoich ulubionych książek, płyt oraz albumów z reprodukcjami prac ulubionych artystów.

Najpewniej wiesz do czego zmierzam i widzisz pewną zależność.

To co naprawdę ponadczasowe – urodziło się w niezłej kipieli, z niezłego bajzlu.

Dzieła które przeżywają swoich twórców o dekady a nawet i całe wieki powstają często w umysłach skazanych (lub skazujących się?) na nieuporządkowane myślenie i przeżywanie? Prawdziwy Spacer po linie.

Co powiesz na pomysł, że te najwybitniejsze dzieła powstają z ręki tych, którzy żyjąc w chaosie potrafią czerpać z niego energię? Tak jakby oni jedyni nosząc w sobie jego pierwiastek w stanie sięgnąć głębiej i nabierając energii z kielicha jego najpierwotniejszego, najbardziej stężonego źródła – tego samego z którego u początków wyłonił się świat. Taka konfrontacja może mieć jeden rezultat.

Brzmi znajomo? Trochę jak mit zakorzeniony zwłaszcza w europejskiej tożsamości – sięgający bezpośrednio romantyzmu a kopiąc jeszcze głębiej literatury Strum und Drang. Jak uczy historia – wiemy, że taki sposób myślenia bywa dosyć niebezpieczny. Wiemy jak łatwo wynosić na ołtarze idoli – nazywać ich wybrańcami by po chwili wrzucać ich w niepamięć lub co gorsza – wykrzywiać ich dawny przekaz, wymowę ich sztuki.

Wydaje mi się, że pewien pierwiastek chaosu powodujący niepokój przynajmniej w kontekście artystów jest konieczny. Cóż powiem lepiej napędza niż potrzeba wyrażania się gdy coś Cię gniecie? Tyczy się to jednak każdego. Bez pierwiastka chaosu, nieporządku nie wychodzilbyśmy nigdy ze swojej strefy komfortu – ciężko byłoby mówić o jakimkolwiek postępie.

A może mamy więcej wspólnego z chaosem niż myślimy? Umiejętność improwizowania, tworzenia czegoś z właściwie niczego? Człowiek, istota bardzo chaotyczna jak na istotę obdarzoną świadomością, intelektem. Potrafimy wspiąć się na wyżyny abstrakcyjnego myślenia aby zaprzęgnąć kreatywność do ekspansji totalnej. Zaczęło się od ujarzmienia ognia – troszkę nam to zajęło jednak kilka dekad temu wybraliśmy się na spacer po ksieżycu. Gdzie jeszcze nas zaprowadzi owa kreatywność?

Chaos towarzyszy całemu naszemu życiu – w odpowiedniej ilości pcha nas do działania. Pytanie w jaki sposób taka energia zostaje ukierunkowana. Może wynikać z tego coś dobrego – jednak podobnie jak z wiedzą…gdy pozwolimy się owładnąć chaosowi – już po nas. Mamy go zapisanego w genomie – nie sposób inaczej myśleć, skoro skonstruowani jesteśmy z tych samych pierwiastków i ta sama glina na dobrą sprawę nas ulepiła. Wyłoniliśmy się z tego samego źródła i z tej samej materii z której wyłonił się świat który nie tak dawno nas zrodził.

Co jednak gdy chaos nie jest przeciwieństwem porządku a jego inną, nie znaną nam jakością?